infolinia 801 80 80 80
www.archeton.pl



strona główna > REALIZACJE > Inwestorzy polecają > Orle Gniazdo – nietypowy wśród typowych

Orle Gniazdo – nietypowy wśród typowych

Orle Gniazdo jak na projekt typowy wygląda dość nietypowo. Po sąsiedzku stoją tradycyjne, niewyróżniające się niczym domki. Dlaczego zdecydowali się państwo na taką odważną formę architektury? Ta baszta...
Pan Witold: Zobaczyłem ten dom w katalogu i natychmiast zaczęła mi pracować wyobraźnia. Kto by nie chciał mieszkać w zamku z basztą! Wybór tego akurat projektu to jest dowód... nie wiem... na moją niedojrzałość emocjonalną (śmiech), na to, że wciąż jestem chłopcem-marzycielem. A tak zupełnie serio, to rzeczywiście nasze Gniazdo w okolicy uchodzi za oryginał. Wyglądem odbiega od tradycyjnego wyobrażenia domu jakie ma większość z nas. Może się podobać albo nie. Ktoś może powiedzieć, że to ciekawy pomysł, ktoś inny, że kicz. No, ale o gustach się nie dyskutuje. Nasza decyzja o wyborze tego projektu była pod każdym względem przemyślana. Oczywiście głównymi założeniami, które określiły nam konkretnie pole poszukiwań były układ funkcjonalny i metraż. Ale chcieliśmy też mieszkać niebanalnie, w domu, który nie będzie taki arcypoważny. Myślę, że sporo ludzi ma podobne fantazje, ale nie każdy ma odwagę je realizować.
Skoro chcieliście mieszkać oryginalnie, czy nie myśleliście o tym żeby zlecić wykonanie projektu indywidualnego?
Pan Witold: Na początku, owszem, taka myśl się pojawiła. Ale szybko w ogóle przestaliśmy się nad tym zastanawiać. Dlaczego? Z oczywistego powodu; za wykonanie projektu na zlecenie trzeba zapłacić wielokrotnie więcej niż za projekt gotowy. Nie mówię, że to nie ma sensu, albo, że szkoda przepłacać. Na pewno dom zaprojektowany indywidualnie, pod konkretną rodzinę, spełni wymagania tej rodziny lepiej niż projekt typowy. Ale, wiadomo, coś za coś. My uznaliśmy, że naprawdę jest z czego wybierać. Projekty gotowe wcale nie są robione na jedno kopyto, oferta jest ogromna i bardzo różnorodna. Jeśli tylko człowiek ma czas i cierpliwość żeby to dokładnie przejrzeć, nie ma szans żeby nie trafił na to, czego szuka.
Dom ma 150 metrów kwadratowych powierzchni użytkowej, mieszkacie tutaj w trójkę, jest wam wygodnie?
Pan Witold: Na początku myśleliśmy, że będzie dla nas trochę za duży. Zanim przeprowadziliśmy się tutaj mieszkaliśmy w niewielkim mieszkanku w bloku, na IV piętrze, bez windy. Kiedy urodził się nasz synek wszystko, łącznie z wózkiem, trzeba było na to IV piętro wnosić. Byliśmy przyzwyczajeni do takich warunków. Ja jednak, inaczej niż żona, wychowałem się w domu, więc też bardziej niż ona za posiadaniem domu tęskniłem. Kiedy zaczęliśmy myśleć o budowie marzyliśmy o niewielkim domku z ogródkiem, góra 100 metrów. Ale dom to jednak co innego niż mieszkanie, trzeba gdzieś trzymać narzędzia, drewno do kominka, potrzebna jest kotłownia, suszarnia, choćby mała spiżarka, garderoba... No i nagle te 100 metrów okazało się niewystarczające. W końcu człowiek przenosi się do domu, bo chce mieć wygodniejsze życie, trochę więcej powietrza, życiowej przestrzeni. Ten metraż jest dla naszej trzyosobowej rodzinki absolutnie wystarczający. Jest tu wszystko czego nam potrzeba, zarówno wielkość jak i układ funkcjonalny pomieszczeń bardzo nam odpowiada. Wygodnie mogłoby tu mieszkać nawet więcej osób, cztery, pięć.
Kiedy rozpoczęliście budowę?
Orle gniazdo
Pan Witold: Wiosną 2004 roku. Zaraz potem była zmiana VAT-u na materiały budowlane i trochę się na tym przejechaliśmy. Producenci i składy budowlane zadziałali tak, jak można się było spodziewać, że zadziałają, czyli podnieśli ceny nieadekwatnie do wzrostu podatku. No i wtedy przekonaliśmy się po raz pierwszy, że budowa domu w Polsce to sport ekstremalny. Właściwie na każdym etapie zaskoczyć mogą człowieka najczęściej niestety nieprzyjemnie wyzwania.
Czy zatrudniliście generalnego wykonawcę?
Pan Witold: Nie, budowaliśmy systemem półgospodarczym. Sam robiłem zaopatrzenie. Do kolejnych etapów robót angażowaliśmy małe ekipy wykonawcze. Dosyć dobrze nam się ten system sprawdził, choć wiem z opowieści, że mała ekipa wykonawcza potrafi czasem wyrządzić na budowie całkiem niemałe szkody (śmiech).
Z jakich materiałów powstał dom?
Orle gniazdo
Pan Witold: Zasadnicza zmiana jaką wprowadziliśmy dotyczyła technologii wykonania. W projekcie przewidziana jest technologia murowana-ceramiczna: cegła kratówka plus styropian. My zdecydowaliśmy się na 24-centymetrowe bloczki z betonu komórkowego na pióro/wpust i 12-centymetrową ocieplającą warstwę styropianu.
Z jakiego powodu ta zmiana?
Pan Witold: Z powodu właściwości betonu komórkowego (ma lepszą izolacyjność, przewodnictwo cieplne, łatwo prowadzi się w nim instalacje), tempa i wygody pracy w tej technologii. Stan surowy zamknięty, tzn. gotowe mury, stropy, wylewane żelbetowe schody plus dach, osiągnęliśmy praktycznie w ciągu jednego sezonu. Od wiosny do końca 2004 roku. Trochę więcej czasu zajął nam etap wykańczania domu, trwało to prawie 2 lata.
Elewację domu zdobią piękne kamienne płyty, co to za kamień?
Pan Witold: Piaskowiec z kamieniołomu w Brennej. Jego pokłady tworzą główne piętro Beskidu Śląskiego. To cenny, naturalny, bardzo trwały materiał budowlany i dekoracyjny, a tamte okolice to prawdziwe zagłębie kamieniarskie.
Pozostałe materiały wykończeniowe...
Pan Witold: Na zewnętrznej elewacji są tynki akrylowe, w pomieszczeniach tynki gipsowe nakładane mechanicznie, dachówka

Zmieściliście się w kwocie określonej przez kosztorys?
Pan Witold: Kosztorys był wykonany bardzo solidnie. Podawał dwa warianty, jeden dla realizacji w systemie generalnego wykonawstwa, i drugi - jeśli budowa prowadzona byłaby systemem gospodarczym. Jak mówiłem my budowaliśmy półgospodarczo, więc także koszty realizacji wyszły nam w przedziale między tymi dwoma wariantami.
A jakie są koszty eksploatacji tego domu, czy jest on drogi w utrzymaniu?
Pan Witold: Energooszczędność budynku bierze się teraz pod uwagę już przy wyborze projektu, bo koszty eksploatacji ciągle rosną. Mogę pani powiedzieć, co zrobiłem już na etapie dobierania materiału i to była dla mnie pierwsza ważna wskazówka. Napisałem bardzo prosty program w Excelu, który działa tak: wybiera się materiał konstrukcyjny, podaje się orientacyjnie powierzchnię ścian zewnętrznych, dalej rodzaj i grubość ocieplenia, i program mając te parametry wylicza jakie będą straty ciepła w przypadku konkretnego materiału. Dowiadujemy się ile pieniędzy w ciągu miesiąca możemy stracić lub zaoszczędzić. Jeśli chodzi o konkretne rozwiązania to w projekcie przewidziany jest kocioł gazowy, my zainstalowaliśmy kocioł jednofunkcyjny gazowy kondensacyjny Vaillanta z zasobnikiem wielkości 150 litrów. Trzeba było w związku z tym przeliczyć na nowo powierzchnie grzejników (są teraz większe), bo parametr wody grzewczej przy piecach kondensacyjnych jest trochę niższy.
Mamy ogrzewanie podłogowe, ale tylko w kuchni i w łazienkach. Rozwiązałem to tak, że z wody powrotnej, która jest doprowadzana na grzejniki zrobiłem pętlę na tzw. RTL-ach (zaworach) i to się bardzo dobrze sprawdza. Ale zaznaczam, że tylko przy podłogówce na małej powierzchni. Na dużej powierzchni, uważam, warto zrobić dwa niezależne obiegi grzewcze z mieszaczem. Reszta to elektryka, gotujemy na płycie ceramicznej. Interesuje panią pewnie konkretnie, jakie rachunki za to wszystko płacimy? Od 18 sierpnia 2006 do końca kwietnia 2007 (8 miesięcy) za ogrzewanie i przygotowanie ciepłej wody zapłaciliśmy dokładnie 2 082 złote. Za prąd przychodzi nam rachunek co dwa miesiące i jest to kwota zwykle rzędu 200 złotych.
Anglicy mówią - My home is my castle, czy groźnie wyglądająca baszta wystarczy żeby czuć się dziś we własnym domu bezpiecznie?
Pan Witold: Niestety, czasy są takie jakie są. Każdemu doradziłbym zainstalowanie choćby podstawowych zabezpieczeń, alarm i okna antywłamaniowe to absolutne minimum.
Czy zmieniali państwo coś w układzie funkcjonalnym domu?
Pan Witold: Praktycznie nic. Wybraliśmy taki projekt żeby nie wymagał stawiania wszystkiego na głowie. Pozbyliśmy się jednych drzwi przejściowych z korytarza do kuchni i to w zasadzie tyle. Teraz, jak już mieszkamy w domu, pewne pomysły przyszły nam do głowy. Widzimy co dałoby się zrobić lepiej, tak żeby było bardziej praktycznie, ale to wyszło już za późno. Zresztą, to są właściwie tylko kosmetyczne zmiany. Naprawdę, drobiazgi.
Proszę się podzielić tymi przemyśleniami, może ktoś inny z nich skorzysta
Pan Witold: Kto ma jakiekolwiek pojęcie o budowaniu już na etapie czytania projektu wyłapie, że niektóre okna, szczególnie te ostro ścięte, trzeba inaczej osadzić. Bo jeśli się je wykona dokładnie tak, jak w dokumentacji, to jest potem problem z ich otwieraniem.
Pan Witold: Kolejna rzecz to drzwi pod schodami w korytarzu. W projekcie otwierają się do środka, ale przez skos od strony wewnętrznej jest to po prostu niemożliwe, te drzwi muszą otwierać się na zewnątrz. Projektant mógłby też założyć trochę większy ciężar dachówki, bo chyba z osiemdziesiąt procent dachówek dostępnych na rynku nie spełnia wymogów tej dokumentacji. Są po prostu za ciężkie. Oczywiście zawsze można dopuszczalny ciężar na nowo przeliczyć, ale chyba lepiej zmienić to założenie już w projekcie na stałe. Natomiast z typowo użytkowych rzeczy, to ściana elewacji ogrodowej mogłaby być wysunięta jeszcze o jakiś, no nie wiem, może metr dalej. Salon byłby wtedy trochę większy. Przyszło nam to do głowy jak ustawialiśmy w nim meble, zabrakło nam swobody, jeszcze odrobiny luzu. Reszta, bez uwag. To naprawdę bardzo wygodny dom.
Na koniec nie mogę nie zadać pytania o otoczenie państwa domu, o ogród, rośliny, kompozycję, pomysł. Widać od razu, ktoś tu ma świetną "rękę do kwiatów"
Pan Witold: "Zielone palce" (śmiech) – tak się też czasem nazywa ten niezwykły dar utrzymywania roślin w dobrej kondycji. Ogród to jedna z większych radości posiadania domu. Jego zakładanie, a teraz pielęgnacja sprawia nam wielką frajdę. Pomysł od początku do końca jest nasz, ale mieliśmy panią, która pomogła nam w jego realizacji. Większość roślin wybraliśmy sami, jednak ona stale czuwała nad tym żeby się to wszystko jakoś razem dobrze komponowało. Miała profesjonalną wiedzę co, jak i kiedy kwitnie. To ważne żeby wszystkie kwiaty nie opadły w tym samym czasie, bo ogród zrobiłby się nagle bardzo smutny. Jedna roślina traci kwiaty, za to inna wchodzi właśnie w fazę kwitnienia, jakiś krzew roni jagody, trawa lśni, rosa kapie z sosen. To jest tajemniczy zegar, rytm przyrody, na którym trzeba się po prostu znać. I właśnie w tym zakresie korzystaliśmy z fachowej pomocy. Wokół domów widać - ile się w Polsce zmienia. Ludzie dbają o otoczenie, aranżują zieleń. W ciepłe dni, letnie wieczory w przydomowych ogródkach kwitnie życie towarzyskie. A co można robić koło bloku, albo nawet koło luksusowego apartamentowca...?
Jak w "Rejsie". Popatrzeć w prawo... Potem popatrzeć w lewo... Prosto... I nic... Nuda. To jest nu... po prostu nuda...
Pan Witold: Przy dobrej pogodzie mamy fantastyczny widok z okna. Na Babią Górę. Żyć nie pracować! (śmiech).

Rozmawiała: Iza Zych
Zdjęcia: Iza Zych

Reklama
Convector
Reklama
Fakro
Reklama
Purmo
Reklama
Awilux
Reklama
Solbet
Reklama
Viessmann
Reklama