infolinia 801 80 80 80
www.archeton.pl



strona główna > o firmie > aktualności > Spełnione marzenia - wywiad z inwestorami

Spełnione marzenia - wywiad z inwestorami

Współczesne trendy na rynku budowlanym coraz częściej koncentrują się na technologiach wykorzystujących nowoczesne materiały konstrukcyjne. Prefabrykacja to obecnie chyba najszybszy sposób wznoszenia budynków. Zamiast cegieł, pustaków, cementu, piasku, betonu i stali - domy buduje się, a właściwie montuje z całych gotowych elementów wyprodukowanych wcześniej w fabryce. Kolejny krok to złożenie, już na działce inwestora, modułów według indywidualnego projektu.
W taki sposób powstał dom Państwa Chorązkich.

- Dlaczego zdecydowali się Państwo na budowę domu w tej technologii?
Jak to często w życiu bywa stało się to trochę przypadkiem. Znajomi mieszkali w kamienicy w Krakowie, tak się poukładały ich sprawy, że musieli tę kamienicę bardzo szybko opuścić. Postanowili wybudować dom, ale w technologii tradycyjnej trwałoby to bardzo długo, więc zaczęli interesować się różnymi ofertami, w których proces budowlany byłby skrócony do minimum. Udało im się postawić dom z elementów prefabrykowanych w trzy miesiące. W czerwcu zaczęli budowę, a w październiku już się wprowadzili. Kibicując im zobaczyliśmy, że jest to naprawdę możliwe, a realizowanie marzeń o własnym domu wcale nie musi być pasmem ciemnej udręki. I wtedy sami mając 18-arową działkę zaczęliśmy myśleć coraz konkretniej o budowie.
- Jak trafili Państwo na projekt Mai?
Znaleźliśmy ten projekt przez Internet. Najpierw oczywiście rozmawialiśmy z właścicielem firmy, która była generalnym wykonawcą domu naszych znajomych. Ale ich oferta nie do końca nas satysfakcjonowała. Przede wszystkim dlatego, że tamtym projektom brakowało finezji, były zbyt „kwadratowe”. A my chcieliśmy mieć coś ładnego. Nie tylko szybko. Zależało nam żeby nasz dom cieszył nas funkcjonalnością i wygodą, a przy tym był jeszcze miły dla oczu. Trafiliśmy na krakowską firmę Archeton. Mają bardzo bogatą ofertę domów. I okazało się, że realizują także projekty z elementów prefabrykowanych. Obejrzeliśmy mnóstwo rozwiązań, ale Maja spodobała nam się najbardziej. Dla naszej czteroosobowej rodziny, na teraz, jest idealna. Nie szukaliśmy domu wielopokoleniowego. Świat się zmienia, pewnie nasze dzieci kiedyś z tego domu wyfruną, a my zostaniemy w nim sami. Chcieliśmy zbudować dom szybko i w miarę tanio, a później mieszkać w nim wygodnie i oszczędnie.
- I co, udało się?
Mieszkamy w domu od marca tego roku, więc jeśli chodzi o koszty eksploatacji, dopiero po całym sezonie grzewczym będziemy mogli mieć pełny ich przegląd. Ale na razie widzimy to tak, że nasze średnie opłaty miesięczne za ponad stumetrowy dom są takie, jak za połowę mniejsze mieszkanie w bloku. Czyli jesteśmy do przodu, a komfort życia we własnym domu z ogrodem a nie w blokowisku... właściwie nie ma tu czego porównywać. To jak życie na dwóch różnych planetach. Teraz konkrety, od 20 stycznia do 20 maja płaciliśmy po 350 zł za gaz. Mamy dwufunkcyjnego Junkersa i trzy pobory: ogrzewanie, ciepłą wodę i kuchenkę, więc ten rachunek jest naprawdę ekonomiczny. I to bez wyrzeczeń wielkich, bez drastycznego wychładzania klimatu. W domu trzymamy średnią temperaturę około 20, 22 stopni. Za prąd przewidujemy opłaty około 120 złotych miesięcznie.
Jeśli natomiast chodzi o sam proces budowy wyglądało to tak: pierwszą łopatę w ziemię ekipa wykonawcza wbiła we wrześniu 2007 roku, wtedy zostały przygotowane fundamenty, ściany były gotowe już w listopadzie, ale był kłopot żeby je nam dostarczyć na działkę. Chwycił mróz, spadł śnieg i żaden samochód nie mógł pokonać wzniesienia, na którym zlokalizowana jest nasza działka. Dopiero 4 grudnia zima zaczęła odpuszczać i wtedy można było zacząć montować przywiezione moduły. 8 grudnia dom miał już położoną więźbę. Tempo ekspresowe, przy innej technologii byłoby to niemożliwe. Potem do marca 2008 trwały roboty wykończeniowe we wnętrzach. Karton-gipsy, instalacje, hydraulika. Ekipy, które tu pracowały były świetnie zsynchronizowane, więc sprawnie to wszystko szło. W czerwcu przyjechali tynkarze otynkować dom. Po tym zrobiliśmy sobie przerwę. Żona była w ostatnich miesiącach ciąży, ja miałem na głowie doktorat, chcieliśmy odpocząć trochę od tego całego zamieszania. Do wykańczania wróciliśmy dopiero w sierpniu 2009 roku. Wtedy zostały położone płytki. Między październikiem a styczniem sami wymalowaliśmy wnętrza. Nie musieliśmy tego robić, ale ważne było dla nas żeby mieć jakiś udział w realizacji naszego marzenia. Na dobre wprowadziliśmy się w marcu 2010 roku.
Pierwszym ważnym wspomnieniem z tego domu była nasza wspólna wigilia. Spędziliśmy ją tutaj, jeszcze tutaj nie mieszkając. Ale już tak bardzo nie mogliśmy się doczekać tej chwili, więc zaprosiliśmy naszych rodziców, rodzeństwo. Każdy przyniósł swoje krzesło, talerze, swoje sztućce, wspólnymi siłami zorganizowaliśmy kolację wigilijną. Tu nie było jeszcze warunków żeby gotować, więc każdy przyniósł coś, co przyrządził w domu. I to były fantastyczne święta!
- Jakie zmiany wprowadzili Państwo w projekcie?
Właściwie niewiele zmieniliśmy. Z najbardziej istotnych rzeczy to zrezygnowaliśmy z garażu. Powody były dwa: po pierwsze nie chcieliśmy podwyższać kosztów, budować „mieszkania” dla auta, a po drugie doszliśmy do wniosku, że ten garaż nie jest dla nas zbyt funkcjonalny (przewidziano nad nim stryszek dostępny wyłącznie z garażu). Trochę skomplikowana wydawała nam się myśl żeby do tego pomieszczenia na poddaszu nie można było wejść wprost z domu. Dałoby się to oczywiście zrobić, ale ostatecznie postanowiliśmy nie budować garażu, zamiast niego wykonać lekką ażurową wiatę, po której kiedyś puścimy zielone pędy wina i będzie pięknie. Kolejna zmiana to, na tej samej stronie elewacji, na której planujemy wiatę wykonaliśmy trzy dodatkowe takie same okienka. Nie było ich w projekcie. Wiedzieliśmy jak dom będzie położony względem stron świata i wydawało nam się, że od północnego-wschodu jeden z pokoi, klatka schodowa i łazienka mogą być niedoświetlone. Wykonanie tych okien było bardzo dobrym pomysłem.
W domu jest dzięki nim więcej powietrza i światła. I jeszcze zmieniliśmy, idąc za radą naszego pana stolarza, schody. Zrobiliśmy normalne proste, a nie półokrągłe. To w zasadzie wszystkie zmiany jaki wprowadziliśmy.
- A co poradziliby Państwo inwestorom zamierzającym budować Maję?
Teraz, mając już wiedzę praktyczną poleciłabym balkon „ażurowy”, dostawiany, nie związany bezpośrednio ze ścianami, ponieważ te łączenia wiążą się z niebezpieczeństwem przenikania wody. Właśnie dokładnie taki kłopot mieliśmy w naszym domu. Dwa lata temu, jeszcze na szczęście nie było podłóg tylko wylewki. No i co się dzieje?
Jest uroczysty odbiór, przyjechał kierownik budowy, szef firmy, wszyscy zadowoleni, my też, bo pięknie wyszło. A na drugi dzień woda stoi w pokoju na poddaszu, bo niestety dostała się z balkonu do wnętrza. Pan Dariusz Buchwald, brygadzista ekipy budowlanej, od razu trafnie zdiagnozował problem. Panowie przyjechali, wykonali kompletną hydroizolację i na szczęście to pomogło.
Bardzo dobrą, uspokajającą rzeczą jest 15 letnia gwarancja od wykonawcy na wszelkie usterki. Ale wiadomo, najlepiej byłoby z takiego „technicznego pogotowia” wcale nie korzystać. Jeśli jednak już jakiś nieszczęśliwy wypadek przytrafił się w domu, to musimy przyznać, że zawsze bardzo szybko otrzymywaliśmy fachową pomoc.
Wychodzimy robić zdjęcia. Pomarańczowa kula słońca opada w ciepłą trawę. Amelia, córka Państwa Chorązkich, wygląda w tym miękkim świetle jak mała księżniczka. Nagle rozkłada ręce, rozpędza się i... mogłabym przysiąc, że unosi się coraz wyżej nad ziemią, nad ogrodem, nad kominem... Dom to są czary i wielkie szczęście.
tekst i zdęcia Iza Zych
Zamów projekt: tel. 12 295 05 77



ARCHETON Sp. z o.o. ul. Cystersów 9, 31-553 Kraków
www.archeton.plinfolinia 801 80 80 80e-mail: bok@archeton.pl

 Archeton - twitter Archeton - you tube Archeton - google+